Z dziewczyny bez celu, stała się uczennicą Jezusa

„Mam na imię Wanda i mam 15 lat. Uczestniczyłam w rekolekcjach oazowych 1 stopnia ONŻ. Na początku cieszyłam się, że przyjadę na rekolekcje, ale to się zmieniło, kiedy odnowiłam kontakt z przyjaciółką ze szkoły podstawowej, z którą przykro było mi się rozstać. Kiedy przyjechałam do Białego Dunajca, okazało się, że była to najlepsza decyzja, jaką mogłam podjąć. Podczas Oazy wydarzyło się wiele wspaniałych rzeczy, które były miłym zaskoczeniem, bo kompletnie się ich nie spodziewałam. Te chwile wniosły do mojego życia wiele dobrego. Jedną z takich rzeczy była celebracja, kiedy po raz pierwszy mogłam na głos, przed wszystkimi, ogłosić Jezusa moim Panem i Zbawicielem. Nie da się ukryć, że wtedy płakałam. Wzbudziło to we mnie tyle emocji na raz: szczęście, że tu przyjechałam, radość ze znalezienia określonego celu w życiu, smutek ponieważ przyjdzie dzień pożegnania z poznanymi przyjaciółmi, a stali się dla mnie jak rodzina. Od początku rekolekcji przygotowywano nas do spowiedzi z całego życia. Zachęta do sakramentu pokuty i pojednania niejednokrotnie wypływały z ust mojej animatorki, p. Anety. Odbyta spowiedź sprawiła we mnie poczucie lekkości. Dawno nie czułam się tak dobrze. Miałam wrażenie, że nawet wchodzenie po schodach stało się łatwiejsze. Następnie podczas modlitwy pojednania się z bliźnimi, miałam okazję przeprosić moich przyjaciół, prosić ich o wybaczenie oraz samemu wybaczyć innym i pomodlić się za nich. Codziennie chodziliśmy do kościoła – codziennie uczyliśmy się, że droga ta nie jest łatwa. W kościele słuchaliśmy długich kazań ks. Macieja, które na początku wcale mnie nie interesowały. Z czasem sytuacja uległa zmianie, zaczęłam się w nie wsłuchiwać, mało tego brałam notes i zapisywałam to, co ksiądz mówił. Zrozumiałam, że kazania są ważne i pomagają, a przede wszystkim uczą, oprócz tego nasz ksiądz mówił z zaciekawianiem. Codziennie robiliśmy tzw. Namiot Spotkania, tj. rozważaliśmy co Bóg chce nam powiedzieć przez Pismo Święte, a następnie dzieliliśmy się naszymi przemyśleniami. Podczas spotkań grupowych, animatorzy starali się przybliżyć nam osobę Chrystusa; zwłaszcza kleryk Tomasz, prowadząc najciekawszą na świecie szkołę liturgii i tak naprawdę, to więcej się na niej nauczyłam niż przez cały rok nauki na religii w szkole. W czasie rekolekcji braliśmy udział w szkole śpiewu. Prowadził ją człowiek w pełni oddany Bogu i kiedy przebywało się z nim, chociaż chwile, od razu można było powiedzieć, że to uczeń Chrystusa, mowa o animatorze Bartłomieju. Ten człowiek nakierował mnie na dobrą drogę, za co jestem mu bardzo wdzięczna.
 
Jest jeszcze jedno wydarzenie, które zapadło mi w pamięci. O godzinie 4:00 nad ranem obudziła nas muzyka z głośnika puszczona na cały regulator. Za chwilę w pokoju pojawił się animator Krzysztof i wtedy usłyszałam głośne „Alleluja”, a dzieci na korytarzu krzyczały „Jezus żyje”, wtedy naprawdę nie wiedziałam co się dzieje. Powiedziano nam tylko że mamy się ubrać, bo idziemy w góry, a ci którzy nie zdążą pójdą w piżamach. Nie potraktowałam tego poważnie i tylko spojrzałam na zegarek było pięć minut po godzinie 4:00, wtedy pomyślałam – wolne żarty – i poszłam dalej spać. Jednak było coś, co nie dawało mi spokoju. Podniosłam się i usiadłam na łóżku, kątem oka zobaczyłam jak ubrana Zuza (współlokatorka) wychodzi z pokoju. Odruchowo ubrałam się w to, co miałam pod ręką i szybko wybiegłam za nią. Zbiórka była przed budynkiem w totalnych ciemnościach, na dodatek było bardzo zimno. Potem wręczono nam świece i po kolei odpalaliśmy je od świecy oazowej, którą pozostawił nam ks. Rafał. Kompletnie nie ogarniałam co się dzieje. Szliśmy w środku nocy, ze świecami w ręku. W pewnym momencie poczułam, że wchodzę pod górę i była to chwila, w której przypomniałam sobie słowa animatorki: Połóżcie się dzisiaj wcześniej, bo jutro będzie ciężka pobudka, a potem słowa animatora Krzysztofa: Ubierzcie się ciepło, idziemy w góry. Dopiero wtedy dotarły do mnie te słowa, ale wciąż nie wiedziałam po co to wszystko. Kiedy dotarliśmy na miejsce było już nieco jaśniej, staliśmy na szczycie góry i rozglądaliśmy się dookoła. Nagle stanęłam jak wryta, usłyszałam za sobą głośne „Muuu…”. Powoli zaczęłam się odwracać, jak można się było tego spodziewać – krowy, małe stado, które pasło się na przeciwko naszego polowego ołtarza. Muczały jeszcze w trakcie Mszy, nie ukrywam, nigdy nie byłam na Mszy w plenerze z akompaniamentem krów (ciekawe przeżycie). Jednak najpiękniejszy jej fragment był wtedy, gdy ksiądz podniósł Ciało Chrystusa, a Ono tak pięknie zrównało się ze słońcem – można sobie wyobrazić jak cudowny był to widok. Jedno wiem na pewno, nigdy tego nie zapomnę. Również chciałam teraz podziękować ks. Maciejowi, jak i całej kadrze, która wstała tak wcześnie i wszystko przygotowała. Wcześniej powiedziałam, że dzieci krzyczały „Jezus żyje” – chodziło o to, że Oaza to taki rok w pigułce, wszystkie święta, które obchodzimy w przyspieszonym tempie. Tego dnia obchodziliśmy zmartwychwstanie, stąd Eucharystia przy wschodzie słońca, na znak tego, że Jezus powrócił. Trzymane przez nas świece, to symbol nadziei, że Jezus spotka się z nami. I tak z dziewczyny, która nie miała swojego celu w życiu, stałam się i ciągle się staje uczennicą Chrystusa”.
 
Wandzia

ul. Kilińskiego 20, 05-850 Ożarów Mazowiecki
+48 516-163-501, biuro@centrumapostol.pl
/Pallotyńskie Centrum Młodzieży Apostoł
Prawa autorskie © Apostoł 2017